Recenzja książki: Szklane dzieci – wydawnictwo Media Rodzina

Szklane dzieci

Szklane dzieci

Chociaż odbiorcami tej książki mają być przede wszystkim dzieci, „Szklane dzieci” zaczarowują nawet starych, zblazowanych książkoholików. Ale jak może być inaczej. W końcu autorką jest Kristina Ohlsson.

Jeśli kochasz dobre książki, na pewno znasz jej nazwisko. Kristina Ohlsson jest dla mnie niekwestionowaną królową kryminału. Nikt tak jak ona nie jest w stanie zaskoczyć czytelnika, nikt nie wydaje książek tak świetnie napisanych, a jednocześnie tak zróżnicowanych. Nie powinnam się więc chyba zdziwić, że postanowiła sięgnąć do kolejnego gatunku, tym razem horroru dla dzieci. Ale jednak się zdziwiłam. No bo jak? Horror? Dla dzieci? Moja królowa kryminału? Ale po przeczytaniu pierwszej książki nie mam wątpliwości, że szykuje się kolejna wyjątkowa seria. Wcale nie tylko dla dzieci, chociaż dla nich przede wszystkim.

Po stracie taty, Billie wraz z mamą przeprowadzają się do jej rodzinnego miasteczka Ahus. Życie we dwie zaczynają od zamieszkania w starym domu. Poprzedni właściciele wyprowadzili się z niego w pośpiechu zostawiając wszystkie swoje meble i wiele rzeczy osobistych. To jednak nie wszystko. Już pierwszej nocy ktoś puka w nocy w okno, położonej na piętrze sypialni dziewczynki. Lampa buja się w pomieszczeniu bez przewiewu, a na starej gazecie ktoś zamieszcza groźby. Czy to możliwe, że w domu straszą duchy? Billie rozpoczyna śledztwo, z pomocą dwójki, równie zdeterminowanych przyjaciół.

Pamiętam, jak  – w wieku 10 czy 12 lat – przeżywałam różne książki. Szukałam drzwi do Narni, chciałam być ruda jak Ania z Zielonego Wzgórza, jak trzepak był dla mnie statkiem kosmicznym. Mam przeczucie, że niejeden młody człowiek będzie miał podobne odczucia w stosunku do tej serii. Ohlsson pisze sugestywnie, ma fajnych bohaterów, doskonale wczuwa się w dziecięcych bohaterów. Dodaje do swojej książki przyjemny dreszczyk emocji, ale nie przesadza, aby nie przestraszyć swoich czytelników docelowych. Daje też przyjemność dorosłemu czytelnikowi, który naczytał się już wiele książek. „Szklane dzieci” czyta się z prawdziwą frajdą. To lekka, przyjemna rozrywka i mile spędzone kilka godzin czasu. Jeśli dzieciństwo mamy już za sobą pewnie nie przejmiemy się samą historią tak jak młodzi czytelnicy, ale książki nie odłożymy na pewno. Łatwo docenić świetnie poprowadzoną historię, wartką akcję i sensowne, nieprzesadzone wątki. Jeśli nosicie okulary, na pewno przypadnie wam do gustu samo wydanie (kłaniam się w podziękowaniach wydawnictwu), z pięknymi dużymi literami i twardą okładką. W czasie, kiedy wszystko jest w mniejszych, coraz bardziej kompaktowych wersjach to naprawdę przyjemność wziąć do ręki taką książkę. Z przyjemnością zabieram się za kolejną część.
Marta Czabała

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.