Recenzja książki: Dziewczyna z kabiny numer 10 – Ruth Ware

Recenzja książki: Dziewczyna z kabiny numer 10 – Ruth Ware

Fot: mat. pras.

Dziewczyna z kabiny numer 10 to jeden z lepszych kryminałów ostatnich kilku lat. Od tej książki po prostu nie da się oderwać.

Szeregowa dziennikarka Lo Blacklock pracuje w magazynie podróżniczym i marzy o wielkim przełomie. Drogą do awansu ma być relacja z dziewiczego rejsu luksusowego statku Aurora Borealis, którego właścicielem jest brytyjski milioner. Niestety, już pierwszej nocy podróż zamienia się w koszmar. W środku nocy Lo słyszy z sąsiedniej kabiny krzyk, potem dźwięk czegoś ciężkiego wyrzucanego do wody. Rano odkrywa, że sąsiadka z kabiny obok zniknęła. Załoga statku twierdzi jednak, że na liście pasażerów i załogi nikogo nie brakuje, a cała sprawa to wymysł samej Lo. Przekonana o swojej racji dziennikarka rozpoczyna własne śledztwo…

Kryminał doskonały

Dziewczyna z kabiny numer 10 konwencją przypomina trochę niektóre książki Kinga. Tak jak u mistrza horroru mamy tutaj oddzieloną od reszty świata grupę ludzi, wśród których jest ktoś (albo i nie, nie zdradzam) zły: być może morderca, być może terrorysta, być może zdrajca. A może wszystko jest wymysłem Lo Blacklock? Ware czaruje, trzyma nas w nieustającej niepewności, stopniuje napięcie jak najlepszy mistrz kryminału. Aż trudno uwierzyć, że to dopiero jej druga książka. Po doskonałym debiucie („W ciemnym, mrocznym lesie”) Ware jeszcze bardziej podnosi poziom swojego kunsztu. W dobie Internetu naprawdę ciężko jest przestraszyć kogoś słowem pisanym, a Ware opanowała tę sztukę do perfekcji. Jeśli planujesz czytać książkę koniecznie zarezerwuj sobie kilka godzin. Gwarantuję, że nie odłożysz tej powieści aż do samego końca. Po prostu się nie da.

Marta Czabała
Tytuł: Dziewczyna z kabiny numer 10
Autor: Ruth Ware
Wydawnictwo: Prószyński

Przeczytaj także

Dodaj komentarz