Recenzja: Jeśli się odnajdziemy kotku

Jeśli się odnajdziemy kotku

mat. pras. Prószyński i S-ka

Czasy moich nastoletnich lat dobiegły już dawno końca, ale przy tej książce płakałam jak mała dziewczynka. To ostatnia część przygód pewnej wyjątkowej rodziny z Olsztyna. Zwyczajnej jak wiele rodzin, a jednak całkowicie niezwykłej. Jeśli jesteście w dorosłym, wieloletnim związku, nie ma szans, żeby książka “Jeśli się odnajdziemy kotku”, was nie wzruszyła.

Chociaż przyznam po raz kolejny, że całość jest bez wątpienia powieścią dla kobiet. To kobieta jest główną jej bohaterką i to z jej uczuciami najlepiej utożsamią się panie. Ale cóż, tak być musi. Jeśli czytaliście wcześniejsze perypetie Patryka i Anny wiecie dobrze, przez jakie kłopoty i wzburzenia musiała przejść ich rodzina. Jeśli nie czytaliście poprzednich dwóch książek, zacznijcie od samego początku. Inaczej nie nadążycie za łączącymi bohaterów relacjami. Na końcu poprzedniej powieści, zmęczona zazdrością męża Anna, postanowiła odejść od Patryka. Przeprowadzając się do domu zostawionego przez matkę, chce na spokojnie zastanowić się, czego tak naprawdę chce od życia. Patryk w końcu odpuszcza, pozwalając Annie samodzielnie podjąć decyzję co do ich przyszłości. Ale jak zastanawiać się na spokojnie, kiedy trzeba radzić sobie z pracą, małym dzieckiem, natrętnym, niechcianym ojcem i własnymi wątpliwościami?

Wioletta Sawicka zaprasza nas do zwykłego, ale jednak zupełnie niezwykłego życia swoich bohaterów. Nie mam wątpliwości, że w Polsce jest wiele takich małżeństw, Ann i Patryków, na co dzień żonglujących swoimi obowiązkami i marzeniami, wybierających między tym, co powinniśmy, co chcemy, a tym, co po prostu trzeba zrobić. Sawicka ma wyjątkowo dobrą rękę do bohaterów, niemalże wyjętych z prawdziwego życia. Trudno nie przejmować się ich życiem, wzlotami czy upadkami. Trudno nie przeżywać ich dramatów i szczęść. Trudno nie kibicować ich miłości. To idealna powieść rodzinna, ciepła, pełna wydarzeń zwyczajnych, ale jednak całkowicie niezwykłych. Sawicka daje szanse wszystkim bohaterom na opowiedzenie własnej historii – nie tylko Annie, ale też Patrykowi, ich rodzicom, dzieciom, przyjaciołom. Tak właśnie tworzy powieść idealną, wszechstronną, wielowymiarową, doskonałą. Nie sposób się nie wzruszyć, nie sposób nie przeżywać, tym bardziej, jeśli sami jesteśmy w wieloletnim związku z dziećmi. To po prostu świetnie napisany obraz rodziny. Zwyczajnej, ale jednak wyjątkowej, pełnej wzlotów i upadków, doskonałej, a jednak pełnej niedociągnięć. Tyle i aż tyle. To po prostu powieść jakich mało, doskonałe zakończenie mini serii, dopełnienie wyjątkowej historii. Czytajcie całym sercem, wzruszajcie się bez wahań. Czy nie po to publikowane są takie książki?

Tekst Marta Czabała

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.