Recenzja filmu: Pasażerowie

Pasażerowie

Fot: Columbia Pictures Industries, Inc.

Pasażerowie to film bardzo … ładny. Ładni aktorzy grają w ładnej scenografii i w bardzo ładnych ubraniach. Ale na scenarzystach jakby oszczędzono.

Jako zagorzała i oddana wielbicielka science fiction mam dużą odporność na różne niedociągnięcia gatunku. Kocham perełki, ale mogę też obejrzeć filmy słabsze, wciąż czerpiąc z nich całkiem dużą dozę przyjemności. Tak właśnie było z Pasażerami, których można zobaczyć bez specjalnej filmowej traumy, ale ponownie do kina nie ma po co wracać. To jeden z tych filmów, którzy najlepiej znoszą fani gatunku. Reszta może się nudzić.

Pasażerowie

Fot: Columbia Pictures Industries, Inc.

Bliżej nieokreślona przyszłość. Ogromny statek Avalon sunie majestatycznie w kierunku dalekiej planety. Na pokładzie jest 5 tysięcy pasażerów i 256 członków załogi. Wszyscy pogrążeni są w hibernacji, która ma pomóc przetrwać 120letnią podróż do celu. Kiedy statek wpada na deszcz meteorytów jedna z kapsuł ulega uszkodzeniu. Jim budzi się sam, z przerażeniem odkrywając, że przed nim jeszcze 90 lat drogi. Próbuje samodzielnie zaadaptować się do sytuacji, ale szybko odkrywa, że nie jest w stanie wytrwać w samotności.

Pasażerowie

Fot: Columbia Pictures Industries, Inc.

„Jesteś skazany na życie na bezludnej wyspie. Czy gdybyś mógł zabrać kogoś ze sobą, zrobiłbyś to, skazując go na takie samo życie?” Pytanie, które zadaje jeden z bohaterów wydaje się być mottem tego filmu. To miła koncepcja, bo każdy pewnie sam musiałby pomyśleć mocno nad odpowiedzią. Ale czy to wystarczy na film? To już nie takie pewne. Są jednak w Pasażerach miłe rzeczy. Sposób w jaki Jim Preston radzi sobie z samotnością (np.: chodząc przez 7 tygodni bez majtek), jego interakcja z robotem Arturem i desperackie próby naprawienia sytuacji przyciągają uwagę. Później Pasażerowie mocno zwalniają, przekształcając się w dość ckliwy romans dwójki głównych bohaterów. To najsłabsza i niestety najdłuższa część filmu. Wiele osób miało za złe Jennifer Lawrence, że zagrała w tym filmie, zarzucając jej rolę poniżej możliwości. Jest w tym trochę racji, bo Lawrence, aktorka bez wątpienia świetna i pierwszoligowa nie ma żadnych szans (no dobrze, może 2 – 3), żeby wykazać się swoimi możliwościami. Więcej okazji ma Chris Pratt (i cudowny Michael Sheen w roli barmana androida), ale ta dysproporcja nie wystarczy, aby całość przyciągnęła oddanych widzów i wielbicieli. Trudno jest mówić o sukcesie filmowym, kiedy największą uwagę zwracają piękne stroje Aurory (ile można spakować w jednym bagażu?), fenomenalny basen w którym pływa (mogłabym spędzić na tym statku resztę życia) i liczne atrakcje jakie dostarcza Avalon swoim pasażerom.

Pasażerowie

Fot: Columbia Pictures Industries, Inc.

Akcji jest po prostu za mało. Być może jednak coś w tym filmie musi być skoro 2sekundową rolę przyjął Andy Garcia. Ja nawet go nie zauważyłam i musiałam sprawdzić jeszcze raz. Całości zabrakło akcji, czegoś więcej co mogłoby się wydarzyć, aby film mocniej osiadł w gatunku. Jacyś kosmici. Jakiś bandyta. Jakieś inne zakończenie. Pasażerowie to miły obrazek, ale jednak obrazek. A to trochę jednak mimo wszystko nie wystarczy.
Marta Czabała

Przeczytaj także

Dodaj komentarz