Recenzja filmu: Łotr 1. Gwiezdne Wojny – Historie

Łotr 1. Gwiezdne Wojny – Historie

Łotr 1. Gwiezdne Wojny – Historie

Wielbiciele sagi z pewnością będą docenią film na wielu poziomach. Łotr 1 niesie ciężar odpowiedzialności godnie, chociaż jest ewidentnie słabszy niż te najważniejsze filmy sagi.

Mam co do tego filmu mieszane uczucia. Nie dlatego, że to Gwiezdne Wojny, w których Jedi (oczywiście poza Vaderem) są gdzieś odległym wspomnieniem. Nie dlatego, że to zupełnie inna historia z innymi bohaterami. Mam mieszane uczucia, bo nie mogę pozbyć się wrażenia, że doskonale dopracowana strona techniczna jest znacznie lepsza niż sama fabuła. A w Gwiezdnych Wojnach tak być nie powinno. W czasach kiedy Lucas po raz pierwszy opowiadał historię o Mocy, efekty specjalne uzyskiwano głównie za pomocą dobrej scenografii i stawiających pierwsze kroki, dzisiaj muzealnych programów graficznych. Siła tych filmów wynikała z uniwersalnej, przepięknie opowiedzianej historii o zderzeniu dobra ze złem i dorastaniu człowieka. Wszystkie dodatki techniczne były do niej wspaniałym, ale jednak tłem. A tutaj wydaje się być dokładnie odwrotnie. Nie znaczy to jednak, że film ogląda się bez przyjemności, może jedynie bez tej wyjątkowej nutki filmowego podniecenia, którą poczuje każdy fan kiedy tylko pierwszy trailer trafi do Internetu.

Łotr 1. Gwiezdne Wojny – Historie

Łotr 1. Gwiezdne Wojny – Historie

Bohaterką Łotra 1 (swoją drogą ukłony dla dystrybutora za wyjątkowo idiotycznie przetłumaczony tytuł) jest Jyn Erso. Jako dziecko świadek morderstwa matki i porwania ojca przez wojsko, dzisiaj przebywa w kolonii karnej, starając się nie zaprzyjaźnić z nikim i nigdzie nie zapuścić korzeni. To właśnie tam odnajdują ją żołnierze Ruchu Oporu, przekonani, że Erso może umożliwić im wykonanie wyjątkowej misji. Imperium kończy właśnie budowę wyjątkowej, śmiercionośnej broni zwanej Gwiazdą Śmierci. Na czele budowy stoi Galen Erson, ojciec Jyn. Ruch oporu chce aby kobieta odnalazła ojca i przekonała go do porzucenia pracy. Za wszelką cenę.
Tony Gilroy (ekspert od dobrego amerykańskiego łubu dubu) i Gareth Edwards napisali niezły scenariusz, wpisujący się w kanon całej sagi. Wszystko jest tak jak trzeba: znajome wartości, źli i dobrzy bohaterowie i główna protagonistka, która unosi z godnością powierzoną jej rolę. Wypada trochę mniej entuzjastycznie niż jej poprzedniczka z oglądanych przez nas rok temu Gwiezdnych Wojen Rey (tych porównań po prostu nie da się uniknąć), ale cóż, nie wszyscy mają odpowiednią dawkę mocy. Reżyser filmu Gareth Edwards równo prowadzi akcję, zostawiając nam przyjemne filmowe cliffhangery na zakończenie całego filmu, tak abyśmy nie poczuli rozczarowania. Być może nadmiernie chce się wpisać w sagę (kto obejrzy ostatnią, dość trudną do strawienia scenę będzie wiedział o czym mówię), ale przez większość filmu robi to dość subtelnie, bez wciskania nam na siłę jakichś konkretnych motywów czy wniosków. W całości doskonale odnajdują się też aktorzy: oczywiście główna para, czyli Felicy Jones i Diego Luna, ale też aktorzy drugiego planu. Wielkie brawa powinni zebrać na pewno Donnie Yen, Riz Ahmed, Wen Jiang czy Alan Tudyk, wcielający się w koniecznego w Gwiezdnych Wojnach robota, towarzysza bohaterów.

Łotr 1. Gwiezdne Wojny – Historie

Łotr 1. Gwiezdne Wojny – Historie

A strona wizualna zachwyca!!! Ten film to techniczny majstersztyk. Znajdziesz tutaj stare statki i wahadłowce, ale dopieszczone najlepszą filmową technologią. Każdy piksel emanuje najlepszą amerykańską technologią filmu science fiction, która napawa oczy i zaczarowuje. To właśnie Lucas wyznaczył w latach 70. nowe zasady gatunku i te nielucasowe gwiezdne wojny składają mu absolutny hołd i oddają honor jego pracy. Dzięki tym efektom, 135 minut filmu mija jak z przysłowiowego bicza strzelił. Łotr 1 to dowód na to, że saga może trwać dalej, nawet jak historia Luca i Lei się zakończy. Wielka, wielka przyjemność. Nawet jeśli bardziej czekasz na tą następną odsłonę.
Marta Czabała

Przeczytaj także

Dodaj komentarz