Jedz ryby świadomie

 

ryby

O walorach polskich ryb wiedzieli już Francuzi w XVIII wieku. Kartograf Guillaume de Beauplan stwierdził, że nie ma lepszych ryb nte z polskich rzek. Madame de Pompadour na najwytworniejsze kolacje podawała sandacza a la polonaise – pisze na swoim blogu znawca sztuki kulinarnej Piotr Adamczewski.

Sandacz to wspaniała ryba, która dziś nie tak często gości na naszych stołach. A może warto to zmienić, tym bardziej, że – jak informuje organizacja WWF – stan innych popularnych gatunków jest alarmujący?

Nie jest prawdą, że zwykły konsument nie może nic na to poradzić. Pozornie błaha decyzja o tym, co zjeść na obiad, może zmienić świat. Rezygnując z jednej zagrożonej ryby na rzecz innej, obniżamy popyt, hamując w ten sposób jej połowy. Uwielbiamy tuńczyka błękitnopłetwego, jeśli jednak nie poskromimy apetytu na jego mięso, prawdopodobnie już za kilka lat zniknie on z oceanów. W Bałtyku tylko 3 na 10 poławianych gatunków znajduje się na stabilnym poziomie – mimo to połowy wszystkich dziesięciu są kontynuowane. Lubimy łososie, ale te bałtyckie nie poradzą sobie, jeśli będą nadal przeławiane.

Media zachęcają do spożywania ryb. I dobrze, ale wybierajmy ryby świadomie. Jak wiadomo, popyt rodzi podaż, dlatego nie kupujmy soli, która poławiana jest niebezpieczną dla środowiska metodą trałowania. Zrezygnujmy z siei i sielawy, które migrują z jezior i rzek do morza, bo być może niedługo w smażalni nad jeziorem będzie można zamówić tylko… frytki. Popularny morszczuk, którego mięso dostaniemy niemal w każdym sklepie, również nie jest bezpieczny. Na dodatek w trakcie jego poławiania w sieci dostają się też inne zwierzęta, w tym ptaki… Pyszna miruna, którą coraz chętniej wybieramy, bywa łowiona trałem dennym. Ta metoda niszczy cenne siedliska denne, w których żyją inne gatunki roślin i zwierząt. Szkoda, że sprzedawca, od którego kupujemy mirunę, nie udzieli nam odpowiedzi, czy rybę złowiono w ten, czy też mniej inwazyjny sposób… Nie kupujmy też halibutów. Prawie wszystkie stada są przełowione. Ryby te osiągają spore rozmiary, ale by urosnąć, potrzebują czasu. My im go nie dajemy. Halibuty giną, zanim pozostawią po sobie potomstwo. Dodatkowo podczas połowów halibutów w sieci wpada dużo innych gatunków, które (zazwyczaj martwe) trafiają z powrotem do wody.

Ten dramatyczny apel WWF na rzecz zagrożonych gatunków nie pozostaje bez echa. Już dziś niektórzy klienci świadomie wybierają ryby na stół. Do nich należy restauracja Halka, która niedawno zmodyfikowała kartę dań. — Wycofaliśmy doradę i halibuta ze względu na alarmujący stan ich populacjimówi pani Edyta Dawiskiba, manager restauracji. — W karcie zamiast halibuta mamy sandacza, jest też dorsz i łosoś norweski. Przykre, że często wielkie supermarkety sprzedają zagrożone wyginięciem ryby, natomiast niewielkie firmy, takie jak Halka, są świadome problemu, choć mogą zdziałać mniej niż wielkie koncerny — dodaje manager restauracji.

Wnętrze restauracji Halka w Warszawie

Wnętrze restauracji Halka w Warszawie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.