Recenzja filmu – The Circle. Krąg

Recenzja filmu - The Circle. Krąg

Fot: mat. pras.

Poważne pytania zadane w średnio poważny sposób. The Circle można oglądać, ale zdecydowanie lepiej jest przeczytać książkę.

Praca w korporacji The Circle jest marzeniem przepełnionej ideałami Mae Holland. Lepsza pensja, opieka medyczna, która obejmuje chorego ojca i prestiż firmy brzmią jak najlepszy sen, ale firma ma też swoje wymagania. Mieszkanie na firmowym kampusie, uczestnictwo w imprezach po godzinach, stała obecność w mediach społecznościowych – wszystko oczywiście nieobowiązkowe, ale mile widziane przez szefostwo i innych pracowników. Życie Mae ulega radyklanym zmianom, ale czy naprawdę takim na dobre?

Reklamowanie tego filmu jako thriller jest poważnym nadużyciem i świństwem, zwłaszcza w stosunku do osób, które nie miały okazji przeczytać książki. To nawet nie jest film akcji. The Circle to coś pomiędzy filmem obyczajowym i dramatem, teza o współczesnym społeczeństwie, które coraz bardziej wyprzedaje swoją prywatność. To dość przerażająca (w wielu miejscach niestety prawdziwa) wizja orwellowskiej teraźniejszości, gdzie – za pewne udogodnienia – wyprzedajemy całkowicie resztki pozostałej prywatności. James Ponsoldt straszy nas konsekwencjami naszego postępowania, pokazuje ekstrema (Mae ma 3 minuty samotności w toalecie, zanim włączą się kamery), namawia do ludzkiego podejścia do darów technologii. Ma do dyspozycji dobrych aktorów. Tom Hanks  (który w filmie pojawia się znacznie rzadziej niż mógłby sugerować to filmowy plakat) mógłby przed kamerą czytać książkę telefoniczną, a film i tak byłby warty obejrzenia. Jego, bardzo drugoplanowa postać jest najciekawsza w całej historii i bez wątpienia najlepiej zagrana. W starciu z Hanksem bardzo traci Emma Watson, której umiejętności (całkiem przyzwoite) po prostu bledną w starciu z wielką gwiazdą. Znacznie ciekawsze są postaci drugoplanowe: Karen Gillan, Ellar Coltrane i wspaniały Bill Paxton, który w tym filmie zagrał niestety ostatnią rolę swojego życia.

Mam takie wrażenie, że James Ponsoldt nie mógł się zdecydować jaki film chciał zrobić. Czy może edukacyjne przesłanie o współczesnym społeczeństwie? Czy jednak opowieść o zderzeniu młodości z wielką korporacyjną machiną? Wszystko jest jakieś niejasne, rozwleczone, fabuła nie bardzo się rozwija. Pozostaje dobre aktorstwo i kilka refleksji o własnej partycypacji w mediach społecznościowych.
Marta Czabała

Przeczytaj także

Dodaj komentarz