Recenzja: Szlachetne pobudki

Szlachetne pobudki

Szlachetne pobudki, wyd. Prószyński

Kontynuacja powieści „Dom na skraju”. Jeśli pokochaliście bohaterów z tamtej książki, na pewno polubicie też tą. Bo jest za co.

„Dom na skraju” pozostawił bohaterów ulicy Różanej w trakcie powodzi. Jedni musieli uciekać po swoje życie, inni rzucali się aby ratować innych. Kiedy woda opadła powracają ludzkie konflikty. Niespodziewane związki, odgrzewane miłości, wieloletnie tajemnice. Czy można zawsze dążyć do happy endu?

Książka Kasi Bulicz – Kasprzak ponownie ma kilkunastu bohaterów. Nie jest to mój wymarzony zabieg literacki, ale tutaj wychodzi to całkiem nieźle. Chociaż autorka przeskakuje co rusz z jednego na kolejny wątek, robi to na tyle sprawinie i subtelnie, że wszystko jest spójne i jednolite. Wychodzi z tego trochę taka swoista saga, może nie rodzinna, ale społecznościowa. A czy wieloletni sąsiedzi nie są sobie czasem bliżsi niż własna rodzina? Bulicz – Kasprzak ma sprawną rękę do opisywania ludzkich historii, zwyczajnych, niezwyczajnych ludzi i ich codzienności, w ten sposób, że całość zupełnie się nie nudzi. Wręcz odwrotnie, książka wciąga i trzyma aż do samego końca. Pewnie każdy będzie miał bardziej i mniej ulubione historie. Ale przecież tak być musi prawda?

M.Cz.

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.